„Amoris laetitia”

Dariusz Piórkowski SJ 12 czerwca 2026 źródło: https://www.facebook.com/
dernoSotsp1uc77.o66h84mugcz9uaca00d g3a4m27a2gui4h1m1l4f3hct •

Mija 10. rocznica publikacji”Amoris laetitia”- jednego z najlepszych dokumentów Kościoła dotyczących małżeństwa i rodziny. Kościół powoli otwiera oczy, że małżeństwo i rodzina potrzebuje i odpowiedniej duchowości, i towarzyszenia. To nie jest tylko instytucja dla rodzenia dzieci. To powołanie i droga życia w Chrystusie. To misja Chrystusa kontynuowana w Kościele i tym świecie. Sama msza św w niedzielę i paciorek nie wystarczą, aby im sprostać. Nie byłby też potrzebny specjalny sakrament umacniający na tej drodze, gdyby chodziło jedynie o prokreację. A tak przez wieki podchodziło się do formacji małżeństw i towarzyszenia rodzinom. Przetrwanie społeczeństw i Kościoła było na pierwszym miejscu.
Ten dokument jest krokiem milowym w duszpasterskim podejściu do małżeństwa. Daje pewną propozycję duchowości i wzrostu na drodze wiary dla małżeństwa i rodziny. Wskazuje też drogi rozwoju duszpasterstwa małżeństw i rodzin. Skupia się nie na ideologicznej walce z zewnętrznymi wrogami małżeństwa, bo akurat z ideami to się świetnie walczy, lecz na wyzwaniach i problemach wewnątrz Kościoła. Ideologiczna walka nic nie kosztuje. I odwraca uwagę od rzeczywistych potrzeb i problemów małżeństw i rodziny wewnątrz Kościoła. To wielka zasługa Papieża Franciszka, że zwrócił uwagę na małżeństwo wewnątrz Kościoła.
Niestety starsi bracia w Kościele sprowadzili cały dokument do paru punktów: komunia dla osób w powtórnych związkach. Oczywiście Papież wcale jej nie dopuścił hurtem dla wszystkich. No ale tak mu to przypisano. Reszta tekstu praktycznie nie istnieje. A ” Amoris laetitia ” powstał w Roku Miłosierdzia.
Arcybiskup Valladollid w Hiszpanii w bohaterskiej obronie świętości komunii świętej przed niektórymi członkami Kościoła, ale też w łaskawy udzielenie pozwolenia na udział w liturgii pisze tak w liście pasterskim z 1 czerwca tego roku::
„Ci ludzie, którzy nadal są częścią Kościoła, muszą wiedzieć, że to złamanie Sakramentu Przymierza uniemożliwia im przyjęcie Komunii eucharystycznej; mogą uczestniczyć w celebracji, jak również w życiu Kościoła na wiele sposobów, lecz przyjmowanie Komunii Świętej nie jest możliwe”
I co mnie uderza w tej wypowiedzi? Oddzielenie Ciała Chrystusa, który tworzą wierzący ( osoby rozwiedzione żyjące w powtórnych związkach są też częścią tego Ciala) od Ciała Chrystusa sakramentalnego. Skutkiem tego w słowach osoby nieprzyjmujące komunii świętej są częścią Ciała Chrystusa, ale podczas Eucharystii de facto nimi nie są. Bo żyją w grzechu. Zresztą to samo dotyczy innych osób żyjących w grzechu. Nie są wykluczane z Kościoła. Są częścią Ciała Chrystusa i jednocześnie nimi nie są:).
To swoją drogą ciekawy problem teologiczny. Bo jeśli prawdą jest, że przez grzech łamiemy przymierze z Chrystusem i tym samym z Ojcem, to czy Bóg też odwołuje swoje Przymierze z nami? Nie. Wszyscy apostołowie byli na Ostatniej Wieczerzy. Wszystkim Jezus umył nogi. Wszyscy przyjęli Jego Ciało I Krew. Judasz i Piotr, który ze słabości się zaparł Jezusa też. To właśnie był znak tego, że Jezus był z nimi w komunii, że nie uzależniał swojej miłości i Przymierza od postępowania uczniów. A my uzależniamy. Bóg kocha i zarazem nie kocha. Bo tym, którzy są na Eucharystii nie udzielamy komunii świętej. Są zbyt niedoskonali.
Przyjmowanie Ciała Chrystusa oznacza i sprawia komunię z Jezusem Głową i resztą Jego Ciała. Więc kiedy osoby żyjące w powtórnych związkach są na Eucharystii to deklaratywnie tworzą komunię z Chrystusem i innymi wierzącymi, ale gdy przychodzi do uczty, do wspólnego stołu, to już nie są w tej komunii. Stoją z boku.
To jest jeden ze skutków rozerwania związku Eucharystii z Ciałem Chrystusa, który tworzą zgromadzeni na liturgii i poza nią wierzący.

 

Przejdź do treści