Bliskość, towarzyszenie i cierpliwość

ks. Mateusz Tarczyński 23 marca 2025, 09:08; źródło: https://deon.pl/

Gdy Mojżesz pasie stado teścia na pustyni, jego zwyczajna codzienność zostaje przerwana przez niezwykłe wydarzenie: „Ujrzał Mojżesz płonący krzew, który się nie spalał” (Wj 3, 2). Bóg przychodzi w sposób zaskakujący, a jednocześnie subtelny.
Nieraz słyszymy o Jego nieskończonej potędze, o Jego wszechmocy, ale w scenie z Księgi Wyjścia szczególnie uderza delikatność i pokora, z jaką Bóg objawia się człowiekowi. Ten sam, który mógłby przecież wstrząsnąć ziemią i obwieścić donośnym głosem swoją obecność, wybiera cichy odgłos płonącego krzewu. Jest to obraz Boga bliskiego, wchodzącego w ludzkie życie, w jego zwykłą scenerię. Pragnie być zauważony i zaproszony, ale jednocześnie chce, byśmy słuchali Go z otwartym sercem, w całkowitej wolności.
W tym przejmującym spotkaniu na pustkowiu Mojżesz, zresztą podobnie jak każdy z nas, zadaje Bogu kluczowe pytanie: „Kim jesteś?” (Wj 3, 13). W odpowiedzi słyszy: „Jestem, Który Jestem” (Wj 3, 14). Można to przetłumaczyć i rozumieć także jako „Będę, który będę” czy: „Jestem z tobą”. Nasze ludzkie słowa są zbyt ubogie, by do końca objąć tajemnicę Bożej obecności, ale jedno jest tu szczególnie mocne: Bóg przedstawia się jako Ten, który towarzyszy, który jest zawsze obecny. Nie mówi: „Byłem” ani: „Będę gdzieś daleko”, lecz wyraża trwałe: „Jestem”. To nie tylko teologiczna definicja Jego natury – to przede wszystkim zaproszenie do tego, byśmy uwierzyli, że w każdej sytuacji naszego życia On jest obok.
Właśnie takie zrozumienie imienia Boga pozwala odkryć, że On nie tylko wskazuje nam jakiś cel, jakiś daleki punkt majaczący gdzieś na horyzoncie, do którego mamy dążyć. On sam idzie z nami, tak jak towarzyszył Izraelitom w drodze przez pustynię. Staje się bliski, a jednocześnie zachowuje swą świętość – wymyka się każdej naszej próbie „oswojenia” Go czy przypisania Mu wyłącznie ziemskich kategorii. Ale czy nie tak właśnie kocha Bóg? W swoim miłosierdziu i pokorze wchodzi w ludzką historię, zachowując majestat.
Paweł Apostoł w drugim czytaniu daje nam klucz do zrozumienia Bożego towarzyszenia. Przypomina o tym, że Izraelici doświadczali niezwykłych znaków w drodze przez pustynię, jednak wielu z nich nie wytrwało i uległo grzechowi. Apostoł ostrzega nas, abyśmy nie uznali się za zbyt pewnych siebie. „Kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Kor 10, 12). Bóg jest wierny i nie zostawia człowieka w próżni, nie porzuca go na pustkowiu. Ale człowiek sam potrafi się od Niego oddalić, zapominając, że przez cały czas idzie w Bożej obecności. Paweł nie mówi tego, by zasiać w nas lęk, lecz po to, abyśmy docenili tę bezcenną łaskę towarzystwa Boga, który wskazuje drogę, daje siłę i nie opuszcza nas w próbie.
Jednak w naszej codziennej pobożności nieraz pada pytanie: skoro Bóg jest taki dobry i miłosierny, dlaczego spotykają nas różne nieszczęścia? Czy nie jest tak, że za grzechy płacimy cierpieniem, że choroba czy wypadek to Boży wyrok? Odpowiedź na te wątpliwości przynosi dzisiejsza Ewangelia. Jezus, słysząc o tragedii Galilejczyków zabitych przez Piłata oraz o zawaleniu się wieży w Siloe, która przygniotła osiemnastu ludzi, wyjaśnia: „Czy myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni Galilejczycy, bo to ucierpieli? Bynajmniej” (Łk 13, 2-3). Chrystus koryguje błędny sposób myślenia, jakoby każde zło i cierpienie było karą za konkretne grzechy. To nie tak działa Boża sprawiedliwość. Bóg nie stoi z batem, by na bieżąco wymierzać kary i nagrody. Raczej w obliczu trudnych doświadczeń wzywa do nawrócenia: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (Łk 13, 3). Nie chodzi tu jednak o zastraszenie, lecz o pełne troski ostrzeżenie. Bóg widzi naszą kruchość i chce dla nas życia w pełni – prosi, byśmy przebudzili serce, zanim będzie za późno.
Jezus dopełnia tę naukę przypowieścią o nieurodzajnym drzewie figowym. Gospodarz każe je wyciąć, bo od lat nie wydaje owocu, jednak ogrodnik prosi o czas: „Panie, jeszcze na ten rok je zostaw. Ja okopię je i obłożę nawozem. Może wyda owoc” (Łk 13, 8-9). Oto obraz Boga cierpliwego, dającego kolejną szansę. Tak też Bóg postępuje z nami – nie ścina nas przy pierwszym potknięciu, lecz czeka, pielęgnuje, karmi swoim Słowem. Wchodzi w głąb naszych problemów, trosk, niepowodzeń i czeka, czy damy się przekonać, by przyjąć uzdrawiającą moc Jego miłości. Wielki Post ma być czasem okopywania i nawożenia naszej duszy. Nawet jeśli wydaje nam się, że wciąż nam brak owoców, On nie rezygnuje – chce dać nam wszelkie narzędzia do wzrostu.
Kiedy przyglądamy się temu, jak Bóg nas prowadzi i jak wchodzi w naszą historię, łatwo nam powiedzieć: „Tak, Bóg towarzyszy człowiekowi, zawsze jest”. Ale może pytamy: „Gdzie konkretnie mam Go spotkać? Jak dziś doświadczyć Jego żywej obecności, skoro płonącego krzewu nie widzę, a i innych cudów też jakoś nie dostrzegam?”. I te pytania mają nas poprowadzić do zderzenia się z tajemnicą Eucharystii. Tam w sposób najbardziej wyrazisty widać bliskość Boga: On przychodzi jako pokarm, by nas wzmacniać i prowadzić.
Eucharystia jest przestrzenią, w której w sposób głęboki i dostępny zarazem objawia się ten, któremu na imię „Jestem, Który Jestem”. Przecież sam Jezus mówi: „to jest Ciało moje” oraz: „to jest bowiem kielich krwi mojej”. Nie pozostawia nam teorii czy abstrakcyjnego symbolu – staje się realnym pokarmem. Kiedy przeżywamy własną wędrówkę przez pustynię – upokarzającą słabość, paraliżujący lęk czy też wciąż powracający grzech – On nie zostaje gdzieś z boku, lecz jest w nas jako ogrodnik z dzisiejszej przypowieści, by dalej pielęgnować życie, które nam dał.
W Eucharystii w sposób szczególny dotykamy Bożej cierpliwości i miłosierdzia. Ileż to razy przychodzimy do Komunii z sercem dalekim od ideału, pogrążonym w wątpliwościach, zawstydzonym upadkiem. A jednak On wciąż pragnie się z nami jednoczyć. Nie dlatego, że bagatelizuje nasz grzech, lecz dlatego, że wierzy w nas i chce nas podnieść. Jeśli wciąż potrzebujemy „okopania” i „nawiezienia” naszej duszy, to On ofiarowuje się nam w Sakramencie Miłości. Ta więź eucharystyczna jest najgłębszą formą towarzyszenia – Bóg, który nie tylko prowadzi, ale daje samego siebie jako Pokarm, byśmy nie ustali w drodze.
Może warto w tym Wielkim Poście na nowo spojrzeć na Mszę świętą, dostrzegając w niej nie tylko obowiązek czy rytuał. Mamy przecież szansę doświadczyć Boga, który sam chce być z nami w każdym wydarzeniu naszego życia – i tym radosnym, i tym trudnym. W Eucharystii Bóg przekracza wszelkie bariery czasu i przestrzeni, by powiedzieć: „Ja naprawdę jestem z tobą”. Ta prawda może naprawdę przemieniać naszą codzienność, gdy w pracy, w rodzinie, w chorobie czy w smutku będziemy pamiętać, że Bóg nie pozostał zamknięty w tabernakulum, ale w Eucharystii jednoczy się z nami, by być realnie obecnym w każdej sekundzie naszego dnia.

Autor: ks. Mateusz Tarczyński

 

Przejdź do treści