Ciasne drzwi miłości

ks. Mateusz Tarczyński 24 sierpnia 2025, 08:28 źródło: https://deon.pl/

„Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają” (Łk 13, 24). Te słowa nie są zaproszeniem do decyzji. Jezus nie odpowiada na ciekawość uczniów pytających o to, ilu będzie zbawionych i czy w ogóle ktoś będzie godny dostąpić tej łaski, ale kieruje nasze serca w stronę konkretu. Drzwi są wąskie nie dlatego, że Bóg chce utrudnić nam wejście do nieba, lecz dlatego, że miłość wymaga prawdy, cierpliwości i wierności. Przez takie drzwi nie przeniesie nas ani tłum, ani przyzwyczajenie. Każdy musi zrobić własny krok, niosąc prawdę o sobie.
Jezus obnaża iluzję bliskości, która jest tak naprawdę dystansem: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś” (Łk 13, 26). Odpowiada na to: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!” (Łk 13, 27). Można trwać godzinami na modlitwie przy ołtarzu i zarazem nie wpuścić Go do swojego wnętrza. Można słuchać Słowa Bożego, a później w domu ranić najbliższych swoim słowem. To jest bycie obok, nie wejście w ciasne drzwi miłości. Warto jednak pamiętać, że Ewangelia nie oskarża, tylko budzi sumienie, żebyśmy przestali stać w miejscu i wreszcie ruszyli w stronę nawrócenia.
Co nas zatrzymuje? Najczęściej nasze „ja”, jakiekolwiek przyjmie imię: duma, nieprzebaczenie, pycha, urazy, pragnienie zemsty, uprzedzenia, zawiść, chciwość. Przecież znamy te katalogi grzechów i wad. Tego nie da się przecisnąć przez ciasny otwór, bo nie ma nic wspólnego z miłością. Trzeba więc zdjąć ten plecak i zostawić go przed drzwiami. Przejść z lżejszym sercem. To jest proste i trudne zarazem. Proste, bo dotyczy zazwyczaj małych rzeczy: powiedzieć „przepraszam”, zamilknąć, gdy miałem właśnie uderzyć słowem, oddzwonić do kogoś, kogo omijam, naprawić drobną krzywdę. Trudne, bo dotyka jednak naszego ego. Ale właśnie w takich krokach rodzi się życie, które jest naśladowaniem Bożej miłości.
„Usiłujcie” – to znaczy podejmujcie wysiłek. Nie chodzi o bezbłędność, ale o kierunek. Wstań, gdy upadniesz. Zacznij od nowa, gdy zboczysz z właściwej drogi. Wierność rodzi się z powrotów, nie z perfekcji. Wiara nie ma być dodatkiem do życia ani religijną jego dekoracją. Wiara jest drogą, którą człowiek przechodzi przez zwykłe dni. Jest relacją, która jest dlań najważniejsza ze wszystkich. A co z doświadczeniem trudu i cierpienia? Czy ono nie przeczy stwierdzeniu, że Bóg jest blisko każdego człowieka i że mu towarzyszy? W Liście do Hebrajczyków znajdujemy trudną odpowiedź: „Bo kogo miłuje Pan, tego karci, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje” (Hbr 12, 6). I dalej: „Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości” (Hbr 12, 11). To nie jest kult cierpienia. To miłość, która wychowuje, abyśmy dojrzeli do świętości, a nie do pychy.
Usłyszałem całkiem niedawno od dobrej mojej znajomej proste zdanie, zawierające w sobie wielkie duchowe odkrycie: „Dzięki wierze żyje się dobrze, nawet wtedy, kiedy żyje się źle”. Niosę je w sercu, bo trafia w sedno. „Dobrze” – to znaczy z sensem, nawet jeśli po ludzku bywa ciężko. Człowiek zakorzeniony w Bogu nie rozsypuje się przy pierwszej burzy, bo wie, Komu zaufał. Stąd też ostrzeżenie Jezusa: „Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Łk 13, 28). Te słowa nie mają być jakimś straszakiem. One po prostu opisują to, co dzieje się, gdy zamykamy się na miłość i prawdę – zaczynamy żyć religią, nie wiarą, która jest relacją, zazdroszcząc jednocześnie tym, którzy nawiązali z Panem głęboką więź. Bóg nie straszy, tylko zachęca: „Przejdź przez drzwi Mojej miłości, zostawiając za sobą to, co się w nich nie mieści”.
Dzisiejsza Ewangelia proponuje nam również ważne poszerzenie spojrzenia: „Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym” (Łk 13, 29). Królestwo Boże to nie klub dla podobnych do mnie. To stół, przy którym Bóg gromadzi ludzi z różnych dróg, także z tych dla mnie nieznanych bądź odległych. Zaskoczy nas Jego gościnność. Obok nas usiądą ci, których może dzisiaj skreślamy. Dlatego Kościół nie może być twierdzą. Ma być domem. Ciasnota serca bierze się ze mnie, z mojego niezrozumienia Ewangelii i jej logiki, a nie z Bożego Serca, które jest szerokie i czeka na każdego.
List do Hebrajczyków zdaje się nam podpowiadać, jak przełożyć na praktykę życia codziennego to, co Jezus mówi do nas w Ewangelii: „Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste ślady czyńcie nogami” (Hbr 12, 12-13). Wyprostować ręce to znaczy wrócić do dobra, które porzuciłem. Wyprostować osłabłe kolana – odnowić modlitwę, choćby krótką i wierną. Czynić proste ślady znaczy być uczciwym w pracy, wiernym w małych obietnicach, uważnym w słowach.
Punktem odniesienia jest dla nas zawsze Eucharystia, która jest centrum naszego życia. Podczas niej przecież „jadamy i pijemy” z Jezusem. Uczestnictwo w niej nie jest jednak żadnym amuletem ani kwitem usprawiedliwienia. To pokarm, który ma siłę przemienić serce. Jeśli po Eucharystii wracam do gniewu, pogardy i obmowy, to znak, że zatrzymałem się na progu tego sakramentalnego spotkania z Panem. Warto wtedy powiedzieć uczciwie: „Panie, znam Twoje słowa, ale potrzebuję jeszcze Twojej łaski, by zacząć nimi żyć”. On odpowiada cierpliwością. Daje łaskę, gdy o nią proszę, i nie zniechęca się moją słabością. Eucharystia nie jest nagrodą dla doskonałych, ale chlebem dla tych, którzy pragną iść dalej.
Kluczowa jest perspektywa nadziei. Bez niej każde zetknięcie się ze złem wydaje się „końcem świata” i dowodem na to, że Pan nam nie błogosławi. I podobnie – każde doświadczenie szczęścia byłoby oznaką tego, że Bóg z nami jest. To prosta droga do rozpaczy lub pychy. Jednak, żyjąc dzięki nadziei płynącej z relacji z Bogiem, wiemy, że zło nie ma nigdy ostatniego słowa, a dobro jest darem od Pana, byśmy świadczyli o Nim wobec innych. I taka perspektywa bardzo porządkuje nasze spojrzenie na sukcesy i porażki.
Proponuję na koniec krótką modlitwę. Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoje słowa o ciasnych drzwiach. Przepraszam, że tyle razy byłem obok Ciebie w drugim człowieku, a nie próbowałem naśladować Twojej miłości. Daj mi serce pokorne, które nie liczy zasług, ale szuka Twojej woli. Naucz mnie przekładać Ewangelię na ciche, wierne gesty miłości. Spraw, abym w trudzie nie tracił nadziei. A gdy przyjdzie dzień, pozwól mi usiąść przy Twoim stole – nie dlatego, że byłem od innych lepszy, lecz dlatego, że Twoje miłosierdzie jest większe niż moje słabości. Amen.

Autor: ks. Mateusz Tarczyński

 

Przejdź do treści