Fascynująca biografia
Tego nie wiedziałeś o św. Franciszku! Fascynująca biografia już dostępna
Redakcja portalu KSIĄŻKI 15 lipca 2026; źródło: https://stacja7.pl/
Biedaczyna, którego słuchali papieże. Utracjusz i hulaka, który stał się wzorem pokuty i wyrzeczenia. Mistyk i pierwszy stygmatyk w historii. Premiera poruszającej książki o św. Franciszku [NOWOŚĆ]
Czasem zdaje się, że Bóg milczy, Jego obietnice pocieszenia wydają się odległe, a prawdziwe nawrócenie niemożliwe, więc… trwasz w “ruchomym piasku” kiepskiej codzienności? Podobnie było w życiu św. Franciszka z Asyżu, który zmagał się ze sobą przez wiele lat.
Wciągającym zapisem jego radykalnej drogi do odkrycia prawdziwego sensu i radości życia, oddającym koloryt pełnego wrzenia przełomu XII i XIII wieku, jest nowość wydawnicza “Franciszek z Asyżu. Ilustrowana biografia wielkiego świętego”, autorstwa ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego. Poniżej przytaczamy fragmenty tej publikacji.
“Francuzik”
Franciszek, a faktycznie Jan Bernardone pochodził z rodziny cenionej i szanowanej ze względu na jej bogactwo. Urodził się w 1181 lub 1182 roku, gdy jego ojciec, jeden z najbogatszych kupców sukiennych w Asyżu, przebywał w interesach handlowych we Francji. Piotr Bernardone po powrocie z podróży, a było już po chrzcie, być może na pamiątkę pobytu we Francji, nadał swemu synowi przezwisko „Francuzik” (Francesco). To pod tym imieniem zapisano go później w Martyrologium rzymskim – dotąd nie było tam takiego imienia.
Franciszek w dzieciństwie przeszedł trivium przy Kościele św. Jerzego w Asyżu, dzięki czemu znał, choćby ogólnie, sztukę czytania i pisania, podstawy łaciny, by w przyszłości jako kupiec mógł sporządzać umowy handlowe, a także podstawy Biblii, zwłaszcza Ewangelie i Psalmy. Sam siebie określał jako człowieka prostego i niewykształconego (łac. idiota). Nie był jednak ignorantem. Niezbędnym, a nawet zasadniczym uzupełnieniem wykształcenia przyparafialnego była edukacja domowa. W domu Franciszka mówiono w języku francuskim (prowansalskim) – był to język ojczysty matki i ulubiony ojca. Franciszek śpiewał pieśni prowansalskie, znał pieśni trubadurów i czytał Biblię, zwłaszcza Nowy Testament.
Franciszek był za młodu karmiony „marnościami wśród marnych synów ludzkich”. Ojciec Bernardone nie był złym człowiekiem, ale, jako bogaty kupiec, pyszałkowaty i zakochany w swym złocie, cieszył się doczesnym życiem i planował lekkie życie dla swych bliskich, w tym dla pierworodnego Franciszka. Matka była osobą miękką, cichą, a do zgorszonych stylem życia swego syna, mawiała z uporem: „mimo wszystko zostanie on w przyszłości wielkim sługą Bożym”.
Próżny jak książę
Gdy generał zakonu franciszkanów, Krescenty z Iesi, poprosił o wspomnienia po zmarłym Franciszku, jeden z listów, datowany na 11 sierpnia 1246 roku, nadesłali trzej bracia zakonni: Leon, Rufin i Anioł, przebywający w pustelni w Greccio. Zawiera szeroki opis lekkiego i rozrywkowego młodzieńczego życia Franciszka w Asyżu. Zakonnicy napisali, że namiętnie oddawał się rozrywkom, włóczył się chętnie dniem i nocą po Asyżu ze swoimi rówieśnikami, a wszelki zarobek (pracował w sklepie swego ojca) wydawał na zabawy i uczty. Rodzice często wypominali mu, że żyje „jak książę”, ale nie karali go, zgadzając się na jego dodatkowe wydatki.
A Franciszek był bardzo próżny: ubierał się niezwykle bogato, w wyjątkowo drogie szaty. Dobierał je niezwykle kapryśnie: niekiedy nakazywał je szyć na miarę z najdroższych materiałów, a innym razem z najtańszych. Znany był w całym Asyżu ze swych głośnych nocnych śpiewów, naśladujących modę trubadurów, którzy byli mu bardzo bliscy, także ze względu na język prowansalski, który dobrze znał.
Okup za Franciszka
Franciszek wzrastał w atmosferze wojen i ciągłych walk wewnętrznych. Jego ojciec marzył o awansie społecznym – o tytule szlacheckim dla swego syna, który mógł zyskać te honory na drodze dzielnej służby wojskowej, prowadzącej do pasowania go na rycerza. Zanim chłopiec został rycerzem, musiał wiele się nauczyć. Franciszek mógł po raz pierwszy okazać swoje męstwo na polu bitwy w roku 1197, gdy doszło do zamieszek w związku z pustym tronem po Henryku IV, co zachwiało potęgą germańską. 20-letni Franciszek brał udział w bitwie, wykazał się dzielnością, lecz został wzięty do niewoli i uprowadzony do Perugii jako jeniec. Istnieją przekazy, że jego ojciec musiał zapłacić za syna duży okup.
Czas spędzony w lochach więziennych Perugii, a było to około roku, był dla Franciszka owocny. Z pewnością nie wpłynął na jego dalsze zapędy rycerskie – ani na odwagę i wesołość, które zwykle mu towarzyszyły. Był uwięziony z rycerzami jako ten, który wiódł już życie szlachcica i walczył na równi z innymi. Jedno z podań mówi, że jeden z uwięzionych, młody szlachcic, był nieznośny dla wszystkich. Jedynie Franciszek próbował z nim rozmawiać, aż przekonał go, że nie warto pogłębiać wokół siebie samotności. Miało to świadczyć o niezwykłym charyzmacie Franciszka, jakim było zjednywanie sobie ludzi.
Panie, co chcesz, abym uczynił?
Pobyt w trudnych więziennych warunkach wpłynął jednak na zdrowie młodego człowieka przywykłego do wygód. Wraz z powrotem do zdrowia powróciły jednak także jego marzenia o rycerskiej sławie. Nadarzyła się okazja, by wziąć udział w kolejnej wojnie, w Apulii. Wyprawę organizował hrabia Gentil, który na wezwanie papieża Innocentego III miał udać się do południowych Włoch i na Sycylię, aby położyć kres szerzącej się tam anarchii. Ochotników na wojnę zbierał rycerz Walter z Brienne. To pod jego chorągwią Franciszek miał zapracować na sławę godną rycerstwa i pasowania na rycerza. Cała grupa wyruszała z Asyżu przy asyście wielu gapiów. Franciszek we wspaniałej zbroi i na bojowym koniu żegnał swoje miasto.
Po wyruszeniu na wojnę, podczas drogi, Franciszkowi we śnie objawiła się nowa prawda o jego życiu. Usłyszał głos: – Franciszku, komu lepiej służyć: panu czy słudze?… Odpowiedział bez wahania: – To oczywiste, że panu. Wówczas ten sam głos powiedział: – Dlaczego więc podążasz za sługą, a nie za panem?… Początkowo Franciszek nie wiedział, co odpowiedzieć, ale w końcu zadał ostateczne pytanie: – Panie, co chcesz, abym uczynił?… Otrzymał wyraźną wskazówkę: – Wróć do Asyżu. Tam zostanie ci objawione, co masz czynić!…
Kiedy skończyła się noc, Franciszek oznajmił zaskoczonym towarzyszom wyprawy wojennej, że wraca do domu. Najpierw nie chciano mu uwierzyć. Myślano, że kolejny raz sobie z nich żartuje. Potem podejrzewano go, że stchórzył. Wcale nielepiej było w domu: ojciec nie szczędził mu szyderczych uwag. On zaś przyjmował wszystko cierpliwie, bez wyjaśnień, milczał. Wiedział już, że zakończyła się jego pogoń za rycerskimi honorami.
„Pani Bieda”
Kiedy zawrócił z drogi na trzecią w swoim życiu rycerską wojnę i sam powrócił do Asyżu, po pierwszym zaskoczeniu zjawili się jego towarzysze zabaw, aby odmienić jego posępny nastrój. Może podsunął im tę myśl sam ojciec Franciszka, chcący wyrwać go z zadumy i milczenia. Ojciec bowiem mniej niepokoił się, gdy syn włóczył się po tawernach, niż gdy w milczeniu chodził bez celu ulicami miasta, odwiedzał ubogich i dawał im jałmużnę. Przyjaciele poprosili Franciszka, by został, jak to było wielokrotnie wcześniej, „królem młodzieży”. Wręczyli mu berło i zaciągnęli na biesiadę. Po uczcie, gdy wracali do swoich domów jak zwykle ze śpiewem na ustach, Franciszek szedł za nimi w pewnej odległości, nie podejmując śpiewu. W pewnym momencie znikł im z oczu, tak że trzeba było go szukać.
Odnaleźli go pogrążonego we własnych myślach, jakby zadumanego. Zadali mu wówczas pytanie: – Co ci jest, że nie idziesz z nami? Czy rozmyślasz o ożenku? Czyżby twoja miła pozbawiła cię rozsądku i nie pozwalała się zabawić? Wówczas zaskoczonym odpowiedzią kolegom wyznał twierdząco: – Prawdę powiadacie. Zamierzam pojąć żonę. A ta, której wiarę zaprzysiąc pragnę, jest wielce szlachetna, piękna, bogata i mądra, tak że żaden z was podobnej nie oglądał”. Sam, jak później twierdził, jeszcze w tym momencie jej nie znał, ale powoli ją stwarzał, aż na kartach Ewangelii odkrył, że to Pani Bieda. Ta zabawa z rówieśnikami była ostatnią w jego życiu. Pozostał wierny swemu ówczesnemu oświadczeniu i pilnie szukał, w zadumie i często samotnie, komu ma poświęcić swoje życie, by było cenne, szczęśliwe i by obfitowało.
Żebrak z wyboru
Gdy ściągał z siebie ubranie, aby oddać je biedocie, ze słowami: – Tobie bardziej przystoi bogata odzież niż mnie, który niczym na nią nie zasłużyłem! – łamał kolejne bariery społeczne. Reakcja obserwujących te sceny była jednoznaczna: podejrzewano go, że oszalał, gdy w żebraczych łachmanach obcych sobie ludzi powracał ulicami miasta do swego domu. Pojawiały się więc śmiechy, a nawet krzyki i oznaki pogardy – sam się przecież stawiał poza środowiskiem codziennej pracy, modlitwy i zabawy.
Franciszek jednak nadal poszukiwał ostatecznych rozstrzygnięć dla swego życia. Dla ostatecznych rozwiązań swoich dylematów, a może za poradą spowiednika, Franciszek udał się na pielgrzymkę do Rzymu. Wiedział, że w drodze, podczas wędrówki, najłatwiej można przemyśleć wiele spraw. Przywdział strój pokutny, jak to często było w zwyczaju „Bożych wędrowców” – na znak pozostawienia za sobą wszystkiego, co się posiada i kim się jest, dla lepszego otwarcia się na dary Boże.
Gdy przybył do Grobu św. Piotra, był zgorszony tym, jak małe ofiary składają w tym miejscu pielgrzymi. Zerwał własną sakiewkę pełną złotych monet i rzucił ją na ołtarz. Sam w ten sposób skazał się na żebracze sięganie po pomoc innych i doświadczenie biedy. Przed Bazyliką św. Piotra ubłagał jednego z żebraków, by oddał mu swoje potargane łachmany, a przyjął jego pokutny strój, który wyglądał zdecydowanie lepiej. Sam zaś stanął w ciżbie innych żebraków, wyciągając rękę po pomoc, przyjmował przynoszone żebrzącym liche jedzenie i – w wielkiej radości – przyjął funkcję błagalnego dziada. Doświadczał radośnie, że jego wybór jest zupełnie słuszny. Był gotowy pozostać jednym z żebraków rzymskich,ale wiedział, że rodzina w Asyżu nie zrozumiałaby jego decyzji. Pewnego dnia odczytał w swoim sercu głos Boży, który mu mówił: „Pragnij rzeczy gorzkich bardziej niż słodkich i pogardzaj samym sobą”. To była nauka uzyskana w Rzymie – kolejny etap owocnych poszukiwań właściwej odpowiedzi na przyjęte słowa Ewangelii. Powoli jego niepokój zaczynał nabierać kształtu i otwierał przed nim nowe perspektywy.
Opiekun trędowatych
Modlitewne zadumy i refleksja nad tekstami Ewangelii doprowadziły go do stwierdzenia, że konieczne jest opuszczenie wszystkiego, czego dotąd zmysłowo pragnął, dążył do tego, czynił celem swej troski i zabiegów. Niebawem przyszedł sprawdzian tych deklaracji. Jak zapisał w Testamencie, opisując swoje nawrócenie: „Czasu grzesznego mego życia nic nie wydawało mi się tak odrażające, jak widok trędowatych. Sam Pan jednak popchnął mnie, bym poszedł ku nim. Po niejakim czasie na zawsze poniechałem świata”.
W tym czasie w Europie działało dwadzieścia tysięcy szpitali dla trędowatych. W wielu miejscach spotykało się nędzników z krwawiącymi ranami, wrzodami, którzy gnili za życia. Z ich ran wydzielał się straszliwy fetor. Wielu, dostrzegając trędowatego, zawracało konia na drodze i w popłochu uciekało przed nim. Trędowatych wszyscy się lękali. Ze strachu wypędzano ich z miast w miejsca odosobnione, z daleka od siedlisk ludzkich. Zabraniano im zbliżać się do zdrowych ludzi. Franciszek, jadąc konno, dostrzegł trędowatego idącego z naprzeciwka. Powstrzymał odruch ucieczki, zeskoczył z konia, podszedł do niego, wcisnął mu do rąk sakiewkę z pieniędzmi i uścisnął chorego. Tego samego dnia, po tym pierwszym zwycięstwie nad swym odruchem odrzucenia pojechał do pobliskiego szpitala dla trędowatych, było to prawdopodobnie Lazzaro d’Arce położone trzy kilometry od Asyżu. Zebrał obecnych tam chorych i błagał o przebaczenie, że wcześniej tak często nimi gardził. Każdego z nich obdarował jałmużną. Przed odejściem stamtąd każdego pocałował. Dopełniło się nawrócenie. Później będzie długo posługiwał trędowatym w Gubbio, a nawet mieszkał razem z nimi.
________________________________________
„Franciszku, czyż nie widzisz, że ten dom mój chyli się ku upadkowi? Idź więc i napraw mi go!” Franciszek, chociaż stronił od sławy i zaszczytów, stał się wielkim reformatorem Kościoła: założycielem zakonu franciszkanów, a pośrednio także klarysek i tercjarzy. Był gorliwym misjonarzem, nie bał się wyruszyć do Egiptu, by przekonać sułtana Malika Al-Kamila do wiary katolickiej. Swoim przykładem i bezkompromisowością porywał i nawracał wiernych. Jako pierwszy w historii przyjął na siebie stygmaty Męki Pańskiej.
