Gdy Jezus się modlił

Gdy Jezus się modlił „wygląd Jego twarzy się odmienił”, a jaka jest moja twarz?

Magdalena Urbańska 20 marca 2025, 10:57 źródło: https://deon.pl/

W niedzielnej Ewangelii (Łk 9, 28b-36) bardzo poruszył mnie pewien szczegół… Czytaliśmy w niej, już na samym początku, że gdy Jezus się modlił „wygląd Jego twarzy się odmienił”. Tak proste słowa, a mówiące wiele…
Przeżywamy różnego rodzaju problemy, kryzysy, zwątpienia. Bywamy przygnębieni, czasem w bardzo głębokim smutku czy żałobie. Co sprawia, że wygląd naszej twarzy się odmienia? Co nam daje siłę do tego, by przez te trudności przejść? Dlaczego tak rzadko rozwiązania naszych trudności i ukojenia w bólu szukamy na modlitwie? Dlaczego łatwiej jest te troski wyprzeć, zapić, zagłuszyć, a trudniej je przyjąć i pokazać Jezusowi?
Jakiś czas temu w mojej parafii zaczął pracować kapłan, który bardzo często mówi z ambony o tym, by czerpać siłę od Jezusa, wplata te słowa na każdej Mszy – w kazaniach, modlitwie powszechnej, czy podczas błogosławieństwa na koniec. Dotyka mnie to, zatrzymuje, inspiruje i pobudza. Takie to proste, ale serce czasem krzyczy: no dobra! Ale jak?
Mój 9 letni syn powiedział mi ostatnio, żeby napisała tekst o tym, że za dużo korzystamy z telefonów i telewizji. Zatrzymało mnie to. Dziecko dostrzega rzeczy, które zabierają przestrzeń, zaburzają relacje. Gdy spojrzałam na to głębiej, zobaczyłam, że telewizor i telefon choć same w sobie są dobre i potrzebne, źle wykorzystane stają się kolejnym zagłuszaczem. Czymś, co sprawia, że nie znajdziemy czasu ani przestrzeni na modlitwę, rozmowę, czy ciszę. Nie uda się nam spotkać w tym Boga, bo nie jesteśmy w stanie spotkać się nawet z samymi sobą.
Znam wiele osób, które w czasie Wielkiego Postu całkowicie rezygnują z korzystania z Internetu. W jakiś sposób budzi to mój podziw, bo sama używam swojego smartfona do miliona różnych rzeczy i często zaglądam na różne strony internetowe odruchowo. Postanowiłam bardziej się temu przyjrzeć i zobaczyłam pewną rzecz.
Wsiąkają we mnie różne obrazy, nawet jeśli nie są w kręgu moich zainteresowań. Rozwody i romansy celebrytów, pożar, wypadek, choroby, polityczne potyczki, wojna. Obraz nędzy i rozpaczy, jakby tylko z takich rzeczy składało się ludzkie życie. Czy przeglądanie takich rzeczy mi pomaga? Ani trochę! Dlatego w tym Wielkim Poście postanowiłam patrzeć tylko na to co konieczne i co przynosi mi realne dobro. Dlatego obserwuję w mediach społecznościowych tylko kilka osób, których treści mnie dziś karmią. Dlatego też staram się nie scrollować bez celu. Staram się tę pustkę, która powstała po odcięciu od Internetu zapełnić ciszą. Po prostu ciszą.
Cisza boli, gdy w głowie nieustannie gra orkiestra symfonią zranień, myśli, trosk, smutków. Nie ma radia, telewizora, smartfona, który by to zagłuszył. Tylko ja i ten korek w głowie. To jest trudne, ale z dnia na dzień widzę, że coraz więcej we mnie spokoju, siły, zwykłej ludzkiej życzliwości do innych i samej siebie. Coraz więcej mnie samej we mnie.
To przekłada się też na modlitwę. Łatwiej jest usłyszeć Boga, gdy wokół jest cisza. Gdy modlitwa nie jest kolejnym przykrym obowiązkiem do odhaczenia, ale jak to mawiał mój duchowy mistrz, św. Ignacy Loyola, szukaniem Boga we wszystkich rzeczach, czyli również w tym co wydaje się być supłem do rozwiązania, nawet gdy po ludzku wydawać by się mogło, że Boże światło i wsparcie tam nie dociera.
Gdy Jezus się modlił „wygląd Jego twarzy się odmienił”, a moja twarz? Czy modlitwa mnie przemienia? Czy sakramenty i relacja z Bogiem dają mi realną siłę? Czy szukam tego w Nim i czy potrafię w tych poszukiwaniach wytrwale trwać? Czy jestem gotowa odinstalować Facebooka, choćby tylko na czas Wielkiego Postu, by spotkać się z Bogiem i samą sobą? Proste, ale tylko z pozoru. Wiedzą o tym ci, którzy spróbowali. Wiedzą też ile można zyskać wsłuchując się w ciszę… Spróbujesz?

Autor: Magdalena Urbańska

 

Przejdź do treści