Jakich autorytetów nam dziś potrzeba?
Magdalena Urbańska 27 marca 2025, 09:03 źródło: https://deon.pl/
Zdarza mi się rozmawiać z ludźmi, którzy pragną czegoś więcej w swoim życiu duchowym, a nie bardzo wiedzą co z tym pragnieniem zrobić. Dbają o podstawy: mszę świętą, codzienną modlitwę (w tym modlitwę Słowem Bożym), regularną spowiedź. Czują jednak głęboki, niezaspokojony i nienazwany głód. Czym on jest, jak do niego podejść, co jeszcze zrobić? – pytają, jakby odpowiedź była na wyciągnięcie ręki, ale tak naprawdę nie jest. Bynajmniej nie ludzkiej ręki.
Kilka dni temu urzekło mnie świadectwo pewnego małżeństwa, które usłyszałam podczas mszy. Ludzie związani z Domowym Kościołem opowiadali o swoich doświadczeniach małżeństwa i rodzicielstwa, przeplatając je słowami o rekolekcjach oazowych. Bardzo podobało mi się ich świadectwo, nie tylko dlatego, że było konkretne. Również dlatego, że nie padły tam słowa, że Domowy Kościół to jedyna słuszna droga dla wszystkich.
„Musisz przeczytać tę książkę”, „musisz pojechać na te rekolekcje, tam dostaniesz odpowiedź na twój problem”, „musisz odmówić tę litanię/modlitwę, a Bóg ci da”, „musisz chodzić na modlitwy do tego księdza” – niestety, to sekciarstwo. Sorry, ale Bóg nigdy nie mówi: „musisz”. Mówi za to: „jeśli chcesz”. Zaprasza, daje pragnienia, podsuwa też możliwości ich realizacji, ale przy tym nigdy nie odbiera człowiekowi wolnej woli.
Ustaliliśmy więc, że nic nie musimy. Co więc możemy i gdzie tego szukać? Każdy na swojej drodze duchowej przeżywa kryzysy, choć nie każdy jest w stanie się do tego przyznać, nawet przed samym sobą. Doświadczamy ciemności czy jakiś niemocy. Mnie osobiście dużo spokoju i wolności dają reguły rozeznawania św. Ignacego Loyoli, który tłumaczy czym jest np. strapienie i pocieszenie i co można zrobić by pomóc samemu sobie. Ignacy mówi też o tym, że Bóg ma swoją indywidualną ścieżkę do każdego człowieka… Gdzie więc szukać odpowiedzi na to „co dalej”? Dla mnie, tu i teraz? Gdzie i co jest tym, co doprowadzi mnie do celu mojego życia, czyli – jak to mawiał wspomniany św. Ignacy – do spotkania Boga, służenia Mu, do zbawienia?
Nic nie zastąpi nam osobistej modlitwy, udziału w mszy, regularnej spowiedzi, czy lektury Pisma świętego, które wydają się być czymś fundamentalnym, ale z drugiej strony tak łatwo je nam zaniedbać, prawda? Warto skupić się więc przede wszystkim na tym. Warto też pytać Pana Jezusa – bardzo szczerze i wprost – po co daje mi takie pragnienia? Dlaczego właśnie teraz budzi we mnie potrzebę czegoś więcej? Gdzie mam z tym iść i jak to realizować?
Nie uciekałabym od ludzi, ale tych dojrzałych… Warto ich słuchać, bo zdarza się bardzo często, że przez nich właśnie Bóg do nas mówi. Nie używa w tym jednak przemocy, przymusu i kontroli! Jeśli ktoś uważa, że jego prawda jest jedyną słuszną, najprawdziwszą, prawdopodobnie trzeba uciekać od niego jak najdalej. Bardzo potrzeba nam mądrych duchowych towarzyszy, których czasem nazywa się też duchowymi kierownikami, choć ta nazwa jest dla mnie bardzo nietrafiona. Dojrzały człowiek nie potrzebuje by nim kierowano, on potrzebuje by mu towarzyszono – również w trudnościach i wątpliwościach. Tak, by móc spojrzeć na swoje zmagania z innej perspektywy, nauczyć się je dostrzegać, nazywać i szukać w nich woli Pana Boga. Dobry towarzysz duchowy może okazać się w tym niezwykle cenną pomocą. Może być jakby trampoliną, bo okaże się, że nie dostrzegamy rzeczy fundamentalnych, które on pomoże nam zauważyć i które jak się może później okazać, były bezcenne. Może też podsunąć nam jakiś konkretny pomysł na wyjście z danej sytuacji, ale jeśli jest osobą dojrzałą, zawsze zrobi to w dużej wolności. Decyzja co zrobimy zawsze należy do nas…
Przede wszystkim trzeba jednak rozmawiać z Jezusem, choć czasem Boga pytamy na końcu – jeśli w ogóle. Warto też spotykać się z wierzącymi, dojrzałymi ludźmi – niekoniecznie na spotkaniach konkretnej wspólnoty, choć tam pewnie najłatwiej ich znaleźć. Oni przeszli już jakąś drogę, być może również podobne trudności do naszych, a rozmowa z kimś takim może dodać sił, inspiracji i nadziei.
Jednak to w naszym sercu, a nie gdzie indziej znajduje się odpowiedź. W tych miejscach, gdzie czujemy niedosyt, pustkę, niemoc, ale też gorące i niegasnące pragnienia ignacjańskiego „magis” – On już tam jest. Obyśmy nie przeszli obok Niego obojętnie, szukając duchowych fajerwerków, czy naśladując kogoś bezmyślnie (jakbyśmy zapomnieli o tym, że każdy z nas jest wyjątkowy w oczach Boga), zamiast rzeczywiście szukać relacji z Nim. Wszak w życiu duchowym nie chodzi o to, by być tylko i przesadnie religijnym, ale by być wierzącym, czyli w relacji z Jezusem. Nie tylko w Wielkim Poście, choć to idealny czas by się zatrzymać, zobaczyć i nazwać to, co jest dziś w centrum mojego życia duchowego. W wolności, wszak Duch Święty lubi przychodzić w lekkim powiewie.
Autor: Magdalena Urbańska