Ludzie z kryjówek
Grzegorz Kramer SJ 29 listopada 2025 źródło: https://www.facebook.com/grzekramer
W tekście Ewangelii, pojawia się dziś słowo: „czuwanie”. Ma ono być odpowiedzią na potrzask, który przychodzi na wszystkich. Już wczoraj pisałem, że Jezus nie straszy jakimiś nadzwyczajnymi wydarzeniami, ale w swoim realizmie, wskazuje na to, że trudne sytuacje i tak nas spotykają.
W 1978 roku Tischner napisał esej: „Ludzie z kryjówek”. Na przykładzie dwóch grup ludzi, pokazał to, co między innymi mówi Jezus. Pierwsza grupa to pielgrzymi, oni idą do jakiegoś celu, mają nadzieję na jego osiągnięcie. Druga, to ludzie, którzy w leku chowają się w kryjówkach, a te sprawiają, że nie widzą celów. Są chowani, skuleni. Ludzie ci, według Tishnera, są przykładem upadku etycznego. Jednak nie jest to upadek w przewinienie, czy mówiąc językiem religii grzech, ale jest to upadek ich człowieczeństwa. Dalej jest człowiekiem, ale człowiekiem „uwiądłym”.
Oczywiście obie postawy będą się pojawiały w naszym życiu na przemian. Będziemy ludźmi nadziei, pielgrzymami do celu, mówiąc językiem dzisiejszej Ewangelii – czuwającymi, ale będą lub są takie momenty, kiedy wejdziemy do jaskini i będziemy się przypatrywać, jak upada nasza człowieczeństwo.
Tischner zauważa, że dla ludzi z kryjówek relacje są dość specyficzne, ograniczone do ludzi z innych kryjówek, oparte na bezpiecznych dla nich schematach, podszyte lękiem. Rządzi nimi sztywny schemat. U pielgrzymów, nawiązywanie relacji jest inne. Oparte na wolności, i realnych potrzebach jednych i możliwościach drugich.
Pan Jezus mówi dziś o czuwaniu i modlitwie. Ta kolejność jest szalenie ważna, nie jest przypadkowa. Bo czuwać to znaczy czekać, mieć cel, być w drodze, wiedzieć, że Ten, na Kogo czekam przyjdzie. Tu nie ma lęku, bo przecież wiem jaki jest. Z tego rodzi się modlitwa, ale nie rozumiana jako „odmawianie modlitw”, ale jako głos serca czekającego na ukochaną, wytęsknioną osobę.
Ta modlitwa jest też dialogiem z sobą. Tak! Najpierw z sobą, bo muszę wiedzieć, co u mnie słychać, co przeżywam. Nie, to nie jest sprowadzaniem duchowości do psychologii. To jest głęboka znajomość siebie, w każdym aspekcie. No, bo jak mogę mówić o sobie Drugiemu, nie wiedząc o czym miałbym mówić? To słuchanie siebie, a więc także swoich leków, pozwala mi wychodzić z jaskini, by wyruszyć na pielgrzymi szlak, by znów mieć nadzieje i cel do którego idę.
Zapraszam również do odsłuchania mojego komentarza na YT, link poniżej;
