Seans nienawiści
Grzegorz Kramer SJ 23 listopada 2025 żródło: https://www.facebook.com/grzekramer
Siła i potęga królewskości Jezusa objawiły się najpełniej, paradoksalnie, na Kalwarii, w chwili Jego śmierci.
Jezus, w konsekwencji tego jak żył, został skazany na śmierć. Ci, którzy chcieli się Go pozbyć robią do rękami Rzymian. Od wielu miesięcy śledzili Go, szukali haków, zbierali fałszywe zeznania, słuchali donosów, jednym słowem to, o czym dziś czytamy jest wynikiem wielkiej machiny pogardy i pragnienia pozbycia się Go. Samo ukrzyżowanie, choć okrutne, nie było niczym nadzwyczajnym, na wielu nie robiło wrażenia, bo bardzo wielu ginęło w ten sposób. Ta kara, nie tylko miała być okrutna dla skazańca, ale i miała też odstraszać innych.
Pod krzyżem jest istny seans nienawiści. Ci, którzy na Niego szukali haków, w końcu doprowadzili do Jego morderstwa, stoją pod krzyżem i Go lżą. Jakby mało im było lejącej się krwi, trzeba było jeszcze z Niego drwić. Dołączyli do szydzących żołnierzy. Wszyscy cwani, bo Skazaniec nie może się ruszyć, i za wiele mówić. „Kopią leżącego”.
Pamiętacie, jak Jezus mówił, że On i Ojciec są jedno. Widzimy Boga, który wobec takiej fali zła – milczy. Nie robi nic, co mogłoby to powstrzymać. Nie stawia żadnych granic złu, które się tam dzieje i które dotyka Jezusa.
I oczywiście, nie chodzi tutaj o to, że my nie mamy stawiać granic złu, które nas niszczy. Mamy i musimy to robić, co do zasady, ale są wyjątki. Są takie sytuacje, kiedy mogę wziąć na siebie zło.
Wczoraj rozmawiałem z pewnym Panem. Sam już jest pod dziewięćdziesiątkę, ale opiekuje się swoją chorą, przykutą do łóżka żoną, która dodatkowo choruje na demencję, w której często bywa agresywna wobec niego. Trwa to już kilka lat. Ów Pan, pielęgnuję swoją żonę, karmi ją, myje, próbuje rozmawiać. Bardzo często z jej strony doświadcza przykrych słów. Rozumie jej sytuację, ale słowa i tak ranią.
Jezus wziął na Siebie ten wyrok i wszystkie konsekwencje, bo chciał, taka była Jego decyzja. Ów Pan bierze na siebie to, co Go spotyka, bo chce. Za tymi „chce” kryje się miłość.
Gdy wczoraj z tym Panem rozmawiałem, wyraźnie powiedział: „ja żonę kocham, a dla mnie miłość to czyny”.
Wracam do stawiania granic. Ono jest szalenie ważne, bo też jest wyrazem miłości do siebie. Gdy ich nie stawiam, pozwalam na ranienie i niszczenie siebie, to prowadzi często do tłumienia w sobie złości i innych emocji, które w ten sposób przeżywane kończą się chorobami, fizycznymi i psychicznymi. Mogę, jak już wspomniałem wziąć na siebie zło, by ono dalej nie eskalowało, ale to musi być moja dobrowolna decyzja.
Takiego mamy Króla, który zło bierze na siebie, nie walczy z nim, nie manifestuje, ale pokazuje, że największą wartością jest miłość, która objawia się w czynach, a nie w słowach, również tych szyderczych.
Zapraszam również do odsłuchania mojego komentarza na YT, link znajdziecie w komentarzu
